Nie skaczę na główkę, tylko się przyglądam. Nie pędzę do przodu, tylko obserwuję. Bycie poza głównym nurtem bywa trudne, ale daje ogromną przestrzeń do przemyśleń.
Kategorie: Wszystkie | Kino | mroki | notatki z życia | playlista | prasówka | uroki | wino
RSS
wtorek, 09 kwietnia 2013

Kolega z pracy przyniósł wczoraj macę. Podkarmiał mnie nią odrobinę, a przed pierwszym poczęstunkiem zapytałam, czy zawiera ona krew chrześcijańskich chłopców, bo innej macy nie jadam. Pożartowali, pojedli.

Maca została na biurku kolegi do dzisiaj i dzisiaj kolega postanowił poczęstować i mnie i naszą koleżankę jeszcze. Po wręczeniu nam po kawałku pieczywa kolega przeczytał głośno skład (woda, mąka), mrugnął do mnie okiem i zaczęliśmy się śmiać, że od samej wody i mąki nie byłoby tyle energii po tym ciastku. Pożartowali, pojedli.

Tymczasem koleżanka przyjrzała się nam uważnie, wróciła do swojego biurka i wysłała nam na komunikatorze link do artykułu o mordach rytualnych. Z komentarzem, że Żydzi mają do teraz wiele dziwnych i tajemniczych obyczajów a w każdym przesądzie* tkwi ziarno prawdy.

Westchnęłam. Rozsiadłam się wygodnie. Chrząknęłam. Odpisałam wszystko co tam trzeba odpisać no i mam nauczkę, żeby wiedzieć z kim i jak żartować.

 

*koleżanka jest z Rumunii, nie miałam sumienia użyć tego argumentu.

czwartek, 04 kwietnia 2013

Domagającym się mojego pisania mówię, że słowa nie przychodzą. Całą resztkę kreatywności wkładam w ciastka i ciasteczka, a dzisiaj jeszcze zamierzam popełnić zupę Gordona. Podgrzeję ją sobie jutro w pracy i może spotkam tego kolegę co wczoraj - natknęłam się na niego kiedy blokował mikrofalę w dużej kuchni grzejąc przez pięć minut de volaille, pure i marchewkę z groszkiem. Odszedł po chwili niezadowolony i gdy dołączyłam do niego po dwóch minutach z parującą kaczą nogą zdziwił się bardzo. 

- Myślałem, że mikrofala jest zepsuta - powiedział, ale już się poddał i jadł zimową wiosną letni obiad.

Nie była, należało tylko podkręcić pokrętło temperatury. No ale ja pracuję w korpo niecałe dwa lata, a on ponad pięć, więc zmiany w mózgu muszą być jeszcze bardziej dotkliwe.

Domagającym się mojego pisania tłumaczę się, że słowa nie przychodzą, mimo że próbuję je karmić. Czytam i czytam, a wszystko wpada jakby w otchłań, jest imput a outputu brak. Błyskotliwe spostrzeżenia wydają się błyskotliwe tylko przez chwilę albo umykają jak wyświechtany meteor na wysłużonym firmamencie myśli. Nawet łamiące klisze językowe wezwanie Pana Wojny (czy może teraz Doktora Kompromis?), bym słowa swe uczyniła kanibalami, nie pomogło.

Nie ma w mojej głowie miejsca na kreatywność, jest tylko miejsce na przetrwanie. Skoro nie mogę się wspiąć, spróbuję przynajmniej nie spaść. Tych co spadli mijam na ulicach - choćby pani na Radziwiłłowskiej z prośbą o pieniądze na chleb, zawsze tak samo nietrzeźwa i pewnie tego chleba faktyczne potrzebująca.

Mam lekko sceptyczny stosunek do pomocy ludziom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji na skutek własnych zaniedbań. To nie znaczy, że w mój niegdysiejszy, krystalicznie czysty młodzieńczy liberalizm nie wkradły się jakieś socjalne nieczystości - generalnie z upływem lat i nieuchronnym nabywaniem przykrych doświadczeń straciłam czystość ideologiczną a może popadłam w doktrynalny relatywizm. W pewnych kwestiach stałam się nieco bardziej konserwatywna, w innych socjalna, a w jeszcze innych - feminizująca. Wrażliwość społeczna mi tępieje zastraszająco, zwłaszcza gdy mijam dwa razy dziennie stałych bywalców dworca i Galerii Krakowskiej z całym arsenałem ich aromatów. Czytam żenujące artykuły o marnych losach mieszkańców poznańskich kontenerów socjalnych (Gazeto, znowu mnie zdradziłaś!), odwiedzam z Ell dom na Czartorii 5 w Poznaniu i nie mam ani współczucia ani złamanego grosza.

A tu nagle w sukurs ludzkim odruchom przychodzi literatura. Trwa bowiem realizacja planu czytania noblistów i tak w moje ręce trafiły "Życie i czasy Michaela K." Michael K. jest upośledzony, zależny od świata i tych, którzy się nim aktualnie opiekują. Lubi proste, powtarzalne czynności, nie narzeka na swój ciężki i niezasłużony los, łatwo ucieka myślą gdzieś w swoją nieświadomość. Ale gdy na jakiś czas jest mu dane uciec od zależności i przejąć dowodzenie nad własnym losem - nie umie już z tego zrezygnować. Nie czytał filozofów ani Gazety Wyborczej, ale chce własnej wolności i realizuje ją na miarę swoich potrzeb i możliwości. I nie odda jej za wygodę, bezpieczeństwo i kartę Multisport. Trudno się z nim identyfikować, ale to pierwotne pragnienie wolności budzi gigantyczny szacunek i jest piękne.

Dzisiaj internet a przynajmniej mój Facebook huczą o zawieszonej kawie. Najpierw Dobre Cechy zapostowały:

"Wszedłem do małej kawiarni z przyjaciółką, każde z nas zamówiło dla siebie. Gdy siadaliśmy przy stoliku, dwóch ludzi podeszło do bufetu: - "Pięć kaw, dziękuję, trzy dla nas, a dwie zawieszone". Płacą, biorą swoje trzy filiżanki i wychodzą. Pytam przyjaciółki: - "Co to są zawieszone kawy"? Ona odpowiada: - "Poczekaj, zobaczysz".

Jeszcze kilka osób weszło do kawiarni. Dwie kobiety zamówiły kawę, zapłaciły i wyszły. Następne zamówienie to siedem kaw dla trzech adwokatów: - "Trzy dla nas i cztery zawieszone". Rozważając co takiego zawieszone kawy, podziwiam piękny widok w słonecznej pogodzie. Nagle otwierają się drzwi. Mężczyzna w zniszczonym ubraniu wyglądający jak żebrak, podchodzi do kelnerki i pyta uprzejmie: - "Czy masz może zawieszoną kawę?"

A potem znalazłam wyjaśnienie.

I pomyślałam sobie, że sama chętnie bym komuś taką kawę kupiła, bo to taki piękny gest, który może umilić komuś ciężki dzień w walce o przetrwanie. A potem zastanowiłam się, czy chciałabym z siedzieć w kawiarni z konsumentami zawieszonej kawy i skoro nie, to czy nie jest to gest z gruntu pusty i fałszywy.

Chyba że kupiłabym tę kawę Michaelowi K. - to bardzo chętnie. Tylko że on nigdy by się po nią nie zgłosił.

| < Kwiecień 2013 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Tagi