Nie skaczę na główkę, tylko się przyglądam. Nie pędzę do przodu, tylko obserwuję. Bycie poza głównym nurtem bywa trudne, ale daje ogromną przestrzeń do przemyśleń.
Kategorie: Wszystkie | Kino | mroki | notatki z życia | playlista | prasówka | uroki | wino
RSS

notatki z życia

wtorek, 17 lipca 2012

Najpierw moje.

Mam w pracy kolegę, który ma imię bardzo podobne do mojego. Jego mianownik i mój wołacz (w formie, w jakiej niemal nikt się do mnie nie zwraca) brzmią identycznie, co czasem prowadzi do nieporozumień.

Jeden z naszych współpracowników rzucił dzisiaj w przestrzeń pytanie o losy pewnego zagadnienia. Pytanie zaczął od wzmiankowanego imienia i zamarł w oczekiwaniu na odpowiedź.

- Pytasz w wołaczu czy w mianowniku? - zapytałam jak zawsze niezawodna.

Kolega otrząsnął się.

- Ciebie pytam.

 

A teraz cudze, kradzione.

Mój kolega pracuje na uniwersytecie przymiotnikowym. Jeden z profesorów nazywa się Mats. Kilka dni temu do sekretariatu katedry zadzwoniła studentka w sprawie obrony pracy magisterskiej.

- Dzień Dobry, czy mogę rozmawiać z profesorem Mats?

- Ale Mats się deklinuje - panie z sekretariatów katedr też potrafią być niezawodne.

- A to przepraszam. Zadzwonię później - powiedziała studentka i odłożyła słuchawkę.

Ciekawe co sobie pomyślała.

piątek, 08 czerwca 2012

6.24 Obudziłam się sześć minut przed budzikiem i uradowana tym faktem poszłam spać.

6.30 Obudziłam się z budzikiem. Ucieszona, że mam jeszcze 15 minut snu zasnęłam.

6.45 Dzwoni moja mama i pyta czy wstałam. Ależ oczywiście.

7.05 Budzę się wściekła, że znowu zafundowałam sobie poranek w biegu. A że złość człowieka wyczerpuje...

7.11 Teraz to już na pewno się spóźnię...

7.28 Pociąg pozwalający być w pracy z zaledwie półgodzinnym spóźnieniem odjeżdża za 40 minut, więc może jednak wstanę.

środa, 30 maja 2012

Dziennikarz muzyczny i ja jesteśmy trochę chorzy. Poza postępującą socjopatią dopadł nas wirus, przyniesiony przeze mnie prawdopodobnie z pracy. Pół floru kaszle, charczy i ignoruje wywieszone w łazienkach zasady zachowania procedur bezpieczeństwa przy kichaniu.

To swoje osłabienie trochę ignorowałam, zrzucając złe samopoczucie na chroniczne niedospanie i intensywny ostatnio tryb życia, ale gdy dzisiaj obudziłam się o 7.17, ubrałam się, zjadłam śniadanie w postaci szprotów w pomidorach i do wyjścia miałam jeszcze 10 minut, to poczułam, że nogi mam jak z waty i nie wyobrażam sobie, że mogłabym dobrnąć do dworca. Potem cały dzień kichałam, przysypiałam, a wieczorem pan doktor na moje zapewnienia, że "myślałam, że przejdzie" powiedział, że przejść owszem może, ale w zapalenie oskrzeli. Grzecznie przyjęłam el quatro i do końca tygodnia zamierzam być wzorową rekonwalescentką w oparach czosnku.

Siedzimy sobie zatem podziębieni z dziennikarzem muzycznym i smarkamy w papierowe ręczniki. Ręczniki przedstawiają historię Mistrzostw Europy w piłce nożnej.

Ja ostatnio załapałam się na finał z roku 1984 Hiszpania - Francja (Wikipedia mówi, że jeden z goli w tym meczu strzelił Michel Platini) , a dziennikarz muzyczny na mecz półfinałowy Anglia - Jugosławia (1968). Wyrzucając ręczniczek stwierdził z żalem, że Jugosławii już nie ma.

Przygotowujemy się do Euro.

czwartek, 02 lutego 2012

W nowej pracy mam stołówkę i zniżkę za za okazaniem identyfikatora. Kilka dni temu kupowałam sałatkę i podeszłam do kasy pochłonięta myśleniem o życiu i zapomniałam okazać. Pani, która stała na kasie naliczyła mi zniżkę, więc się do niej uśmiechnęłam i mówię:

- Dziękuję bardzo! Zapomniałam powiedzieć skąd jestem, a pani dała mi upust.

Na co kasjerka grobowo:

- Nie trzeba mówić. To widać.

Po czym próbując ocieplić przekaz z cieniem uśmiechu:

- Są rzeczy, proszę panią, których nie da się ukryć.

| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi