Nie skaczę na główkę, tylko się przyglądam. Nie pędzę do przodu, tylko obserwuję. Bycie poza głównym nurtem bywa trudne, ale daje ogromną przestrzeń do przemyśleń.
Blog > Komentarze do wpisu

cheating

Czternaście lat temu byłam na miesięcznym kursie językowym w Wiedniu. Pojechałam tam z koleżankami z klasy i był to wspaniały czas - zwiedzałyśmy miasto, żyłyśmy życiem akademika, uczyłyśmy się pilnie podrywając naszego nauczyciela, który miał wyłupiaste oczy i nader udany tyłek. Zanim jednak trafiłyśmy do grup, odbywał się test klasyfikacyjny, w sporej sali lekcyjnej siedziało kilkanaście osób i wszyscy rozwiązywali taki sam test, w zasadzie nikt nas nie pilnował, bo i po co, skoro ten test miał ocenić, czy trafimy do odpowiednich grup, czyli był absolutnie dla nas.

Zdarzało mi się kilka razy ściągać, choć z biegiem lat coraz bardziej niechętnie (na studiach już na przykład nigdy), no ale w tym wypadku uznałam, że ściąganie byłoby absolutnie bez sensu - trafię do zbyt dobrej grupy i nie nadrobię ewentualnych braków. I rzetelnie wypełniłam test sama, usiłując nie słyszeć odgłosów pracy grupowej innych zdających.

Efekt był dla mnie dość przykry - spośród moich znajomych trafiłam do najsłabszej grupy, więc ambicja bolała jak jasna cholera, bo to zawsze przykre, gdy jest się w jakimś ogonie, no i trzęsło mną silne poczucie niesprawiedliwości - że to pozycjonowanie w grupie nie zostało przeprowadzone całkiem fair. Przepłakałam cały wieczór, następnego dnia zaczynały się zajęcia, kupiłam sobie zatem podręcznik i poszłam na lekcje, a chodziły tam ze mną m. in. dwie barwne postaci - obwieszona złotem i boleśnie kalecząca niemiecki Polka mieszkająca od lat w Austrii, zwana Goldfrau oraz rosyjski Żyd, któremu właśnie udało się wyjechać z małżonką z Rosji, niezwykle wykształcony i o wyczuwalnie zepsutym uzębieniu. Ponieważ Goldfrau miała wyraźną fobię antyrosyjską, która przesłaniała potencjalną antysemicką, to ilekroć przybysz z Rosji coś mówił, to mamrotała pod nosem "Ty głupi Rusku".

Historyjka ta przypomniała mi się ostatnimi czasy w pracy, kiedy to mieliśmy test po całodziennym szkoleniu. Bardzo ciężki był to test, z wieloma szczegółami i w związku z tym ogrom mojej niewiedzy mnie przygnębił. Podobież przytrafiło się koleżankom i kolegom, z którymi siedziałam przy stole. Ponieważ jednak kilkakrotnie przed rozdaniem testów podkreślano, że ma to być "individual work", to starałam się nie słuchać rozmów przy stole, tylko wypełniłam test samodzielnie, rzucając kilka zgryźliwych uwag na temat ściągania. W końcu jesteśmy dorośli, a od tego testu nic nie zależy, więc po co. No i dzisiaj rano dostaliśmy wyniki - moi współtowarzysze stolika dostali punktów 16/30, ja zaś dumne 11/30. Ambicja znowu bolała i poczucie niesprawiedliwości telepało mną jak licho. I w podreperowaniu samopoczucia nie pomogło, że na dzisiejszym wypadzie na kręgle w gronie piszących test byłam znowu ostatnia.

Najgorsza.

Historia z testem językowym w Wiedniu miała swoją smaczną niczym tort Sachera pointę. Nie zabawiłam długo w grupie z Goldfrau i rosyjskim Żydem. Po trzech dniach nauczyciel przyszedł do mnie po zajęciach i zapytał, czy nie chciałabym przenieść się do grupy wyżej, bo od aktualnej wyraźnie odstaję. Oczywiście przeniosłam się, ale cały czas się zastanawiam, czy wszyscy wtedy ściągali?

wtorek, 30 października 2012, tennesee

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: biesbies, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/11/06 22:02:47
Ściąganie jest powszechne. Ucząc w pewnej zacnej szkole z procedurą ściągania spotykam się na co dzień. Student ściągający to pół biedy w porównaniu z profesorem, który popełnia plagiaty, czyli ściąga od innych. A jak w tym kraju między Tatrami a Bałtykiem, Odrą a Bugiem ściągają artyści?!! Wtórność pomysłów naszych gwiazd " nowoczesnej" sztuki, performerów, akcjonerów czy innych wizjonerów jest wręcz przysłowiowa. Tak, że jest się czym martwić. Czyli i w sztuce uczciwość nie popłaca. Czy w ogóle, kiedykolwiek i gdziekolwiek popłaca? Jest już późno, jutro muszę wcześnie wstać, zatem idę się myć, ściągam ubranie i pod prysznic. Dobranoc!