Nie skaczę na główkę, tylko się przyglądam. Nie pędzę do przodu, tylko obserwuję. Bycie poza głównym nurtem bywa trudne, ale daje ogromną przestrzeń do przemyśleń.
Blog > Komentarze do wpisu

odgrzewany kotlet

Tydzień temu byłam na weselu pod Krakowem. Ponieważ na ślub dotarliśmy z akademickim opóźnieniem, więc ominęła nas cała kościelna publicystyka dotycząca umów śmieciowych i Amber Gold, za to nie zabrakło jej na samym weselu. DJ nie przesadzał z animowaniem gośćmi i ze wspólnych zabaw był jedynie "Taniec z gwiazdami" oraz coraz bardziej krępujące oczepiny.

(panom sugeruję obejrzenie jedynie ostatnich 45 sekund)

 

Za to atmosfera była luźna i sprzyjająca rozmowom o życiu.

W dyskusji powrócił wątek Kuby Wojewódzkiego i Ukrainek. Przypomniano wywiad, jaki z Wojewódzkim przeprowadził Żakowski w "Polityce", w którym Wojewódzki z jednej strony przeprasza za swoje kiepskie poczucie humoru, z drugiej słusznie wskazuje, że jego występ nie powinien być traktowany w kategoriach szowinizmu, a jedynie kiepskiej jakości satyry. I wreszcie, niestety nie wykazuje się specjalną wrażliwością zestawiając urażoną godność Ukrainek z brakiem urażonej godności profesora Hartmana.

Nie odgrzewałabym tego kotleta po raz milionowy, gdyby nie to, że cała ta historia jest kolejną smutną egzemplifikacją marności mediów, bo najpierw była dzika nagonka na duet Wojewódzki & Figurski, potem tony papieru zmarnowane najpierw na polemizowanie z nimi, a potem na polemizowanie z polemikami (choćby tekst Ilony Witkowskiej i Marty Karaś z "Przekroju", którym moi co bardziej lewicowo usposobieni znajomi onanizowali się na Facebookowych ścianach), potwierdzają tylko, że polskie media zajmują się głównie samymi sobą. A jak wróży Tomasz Lis, czyli osoba, która się do tej intelektualnej pauperyzacji przyczyniła, będzie jeszcze gorzej.

Wracając jednak do Ukrainek - podczas weselnej dyskusji padł także argument, że przecież można się śmiać z każdego - byle po równo. I że nikt się nie obraża, kiedy wszyscy nabijają się ze skąpstwa Szkotów. Byłam szczerze zachwycona tym argumentem, nie dlatego, żebym się z nim zgadzała, ale był przyjemnie błyskotliwy, a jego blask spowodował (a zapewne także jasność bijąca z wody ognistej), że nie znalazłam kontrargumentów.

Na trzeźwo argumenty te przyszły do mnie same. Można nabijać się z każdego, ale po pierwsze zwiększamy w ten sposób ilość ścieków, które zamiast płynąć rynsztokiem, płyną środkiem chodnika. Dlatego jeżeli ktoś ma złośliwe poczucie humoru, to najlepiej byłoby, gdyby dzielił się nim śmiejąc się z siebie, albo z osób, które wyrażają na to zgodę. Po drugie, nabijanie się z grup dyskryminowanych, jest kopaniem leżącego, a kopać leżącego jest co najmniej nieelegancko, o ile nie bardzo brzydko. Po trzecie, są żarty, które naruszają czyjąś godność i takie, które są z tej perspektywy neutralne - śmianie się z gwałtów na kimś jest czymś całkowicie innym, niż śmianie się z tego, że ktoś jest skąpym - inna sprawa, że obecnie, kiedy hojnie i na kredyt rozdaje się wszystko, skąpstwo wydaje się być nie tyle przywarą, co przyjemnie staroświecką cechą.

Obok tej dyskusji przemknęły gdzieś słynne słowa Janusza Korwin - Mikkego o niepełnosprawnych na paraolimpiadzie i w mediach. Słowa, po których po raz kolejny przetoczyła się pełna potępienia burza, która pewnie uspokoiła niejedno sumienie. Głośna była przez chwilę sprawa obrażenia Jana Filipa Libickiego, przez Korwina - Mikkego. Cała scena, w wersji opisanej przez Gazetę Wyborczą, mogłaby być żywcem sceną z "South Parku". W tym serialu słodkie chłopaki na pewno podałyby swe tłuściutkie łapki Wojewódzkiemu, a patos nieodzowny w sytuacjach, gdy walczy się o godność byłby obnażony i wyśmiany bezwzględnie - już widzę kreskówkowego chłopczyka na wózku, który domaga się, aby ktoś  przeprosił "wszystkich niepełnosprawnych paraolimpijczyków, niepełnosprawnych sportowców oraz wszystkie osoby niepełnosprawne, które poczuły się obrażone wpisem z jego blogu."

Oczywiście można się nabijać z wszystkiego, można przesuwać granice, ale czy naprawdę wszyscy musimy mieszkać w "South Park"? Nie można w Cicely na Alasce?

sobota, 15 września 2012, tennesee

Polecane wpisy